Muzyka

piątek, 4 grudnia 2015

NIE BYŁO MNIE TU LATAAA

NIE BYŁO MNIE TU LATAA :d
I nie wrócę :D Żarcikk xd
Dodam zaraz post ff o Harrym :P 
I ten macie tu mój TT :
tutaj masz kliknąć !!
HHAHAHAHAHA
JESTEM TROCHE ZJEBANA
TO MOJE FF JEŻELI CHCECIE MOGE JE TEZ DODAC TUTAJ.. TYLKO NAPISZCIE MI TO
okay macie tu też moje fb
zapraszać i pisać :)

FB
TO TYLE MISIACZKII



środa, 19 sierpnia 2015

Od prostytutki do piosenkarki- Lou #3

Drogi pamiętniku Ten świat jest szalony ! Wywalono mnie z pracy jako prostytutka, no niby jest fajnie ,ale skąd ja teraz wezmę pieniądze... Ehh po co ja się zgadzałam żeby nam pomagał.. Moja mama i tak umarła te lekarstwa nic nie dały tylko pogorszyły jej stan. Właściwie nawet nie wiem co to za lekarsta i skąd on się wziął tak nagle w naszym życiu ? A Pan Tomlinson o boże.. Wylał na siebie dzisiaj piwo za barem. Musiał zdejmować koszulę i powiedział żebym mu pomogła z krawatem... Nie mogłam wytzymać przy nim ten facet tak mnie pociąga...Ahah i nie uwieżysz w to ale moj szef został zatrzymany przez policje przed chwilą oglądałam tv i wszystko było czarne na białym pokazane ! Zadzwonił do mnie Pan Tomlinson i poprosił żebym się z nim jutro spotkała o 15 w kawiarni "Moje pragnienie".. To zapowiada się ciekawy dzień

czwartek, 2 lipca 2015

Lou #7

|perspektywa Louisa|

-Czy ty do końca oszalałaś?- wrzasnąłem, gdy weszliśmy do łazienki.
-Louis, o co ci teraz chodzi?- mruknęła, nerwowo opierając się o ścianę.
- O to- wskazałem na nią i jej skąpy strój.- Czemu nie możesz mieć normalnej pracy? Nie przyszło ci do głowy, że mogłabyś zarabiać w zupełnie inny sposób?- wyrzuciłem z siebie, jednocześnie patrząc w jej ogromne czekoladowe oczy.
- Co tym razem Ci nie pasuje w mojej pracy?- syknęła.- Loueh, zrozum że nie masz prawa decydować o moim życiu. To ja dbam o siebie, a nie ty. Nie uważasz, że jestem już dużą dziewczynką i umiem sobie radzić z pewnymi rzeczami?
- Nie rozumiesz, że zasługujesz na coś więcej?- zasugerowałem.
- Możliwe, ale życie nie jest tak łatwe jak ci się wydaje. Nie wszyscy mieszkają w luksusowych willach z ogromnym ogrodem i sam Bóg wie czym jeszcze- rzuciła, obdarzając mnie chłodnym spojrzeniem.- Przepraszam, ale muszę już iść. Jestem w pracy- stwierdziła i otworzyła drzwi, wychodząc na zewnątrz.
-Niech Ci będzie- warknąłem i szybkim krokiem opuściłem klubową łazienkę. Kiedy dotarłem do stolika, znajomi obdarzyli mnie tajemniczymi uśmieszkami.
-Co?- fuknąłem.
-Zaliczyłeś ją?- spytał podekscytowany Mike.
-Jaka jest?- dopytywał się rozochocony Nicholas.- Subtelna czy raczej nieokiełznana. Wiesz, kobietę można poznać po tym jaka jest w łóżku- dzielił się swoimi spostrzeżeniami Niko.
-Nie przespałem się z nią- wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
- Spać może i nie spałeś, ale zaliczyłeś ją w męskiej toalecie- zaśmiał się Jamie, a wraz z nim pozostała dwójka.
-Przestańcie- krzyknąłem, a przy okazji ściągnąłem na siebie ciekawskie spojrzenia.- Nie mam ochoty o tym więcej rozmawiać. Przymknijcie się- powiedziałem trochę ciszej.
-Już się tak nie wściekaj. To nie nasza wina, że w niej nie skończyłeś- wtrącił się Mike. Cały Micheal i jego zbereźne myśli.- Spokojnie stary. Jak nie ta, to inna sprawi, że poczujesz się lepiej. Spójrz choćby na tamtą platynową blondynę. Laska robi na twój widok maślane oczka, a ty nawet nie zaszczyciłeś jej spojrzeniem. Masz za swoje- stwierdził i sam puścił oczko do owej dziewczyny.
- Sorry, mam już tego dosyć. Wracam do siebie- rzuciłem, jednocześnie podnosząc się z miejsca.
               Nie miałem zamiaru siedzieć tu dłużej i wysłuchiwać ich durnych rozmów. Nie byłem dzisiaj w najlepszym nastroju do żartów. Może innym razem uznałbym ich wypowiedzi za śmieszne. Poflirtowałbym z ową blondynką. Dałbym jej swój numer, a może nawet zabrałbym ją do domu. Perswazyjne bzykanko, czemu nie?
                Ale dzisiejszego wieczoru, naprawdę nie miałem na to ochoty. Ruszyłem w kierunku baru, przedzierając się pośród tłumu pijanych nastolatków. Miałem jeden cel: zapłacić za piwo i uciec jak najdalej stąd. I wtedy po raz kolejny ją zobaczyłem. Nie była sama. Obok niej stał jakiś facet w czarnej skórzanej kurtce i ciemnych włosach. Najprawdopodobniej rozmawiali. Dziewczyna gestykulowała coś zawzięcie. Pokazywała jakąś postać stojącą przy drzwiach ewakuacyjnych. Nie czekając ani sekundy dłużej, ruszyłem w ich kierunku.
- Odejdź stąd- usłyszałem jej głos.- Wywiązałam się z Twojej pieprzonej umowy. A teraz wynoś się. Nie mam ochoty na ciebie patrzeć- wysyczała.
- Rick, mówił co innego. Zaniedbujesz się w obowiązkach- oświadczył, przysiadając na pobliskim hockerze.- Poza tym jeszcze z Tobą nie skończyłem- powiedział pewnym siebie głosem.
- Wszystko w porządku?- wtrąciłem się, łapiąc [T.I] w talii.
- Łapy przy sobie- odezwał się tamten i automatycznie zerwał się z miejsca.
- Ona nie jest twoją własnością- mruknąłem, mocniej ją do siebie przytulając.- A poza tym ta pani chciała, byś łaskawie ruszył swój tyłek i opuścił ten lokal- dodałem niewzruszony.
- Licz się ze słowami, gnojku.
- Louis, proszę Cię idź już- poprosiła.- Poradzę sobie sama.
- Nie zamierzam się stąd ruszać bez ciebie- szepnąłem, niepewnie się do niej uśmiechając.
- To jeden z Twoich klientów?- zapytał z pogardą.- Świadczysz też usługi po pracy?- dorzucił ironicznie, kładąc jej rękę na policzku.
- Zamknij się- burknęła.
- Gdzie się podziały twoje maniery, słonko? Zapomniałaś już czego uczyła Cię mamusia?- śmiał się jej prosto w twarz.
- Odpierdol się od niej- warknąłem, jednocześnie starając się zabrać ją z tego miejsca.
- [T.I], jesteś tylko nic niewartą dziwką- zawołał za nami, a ja z trudem opanowałem się , by tam nie wrócić i nie  przypieprzyć mu w ten głupi ryj. Pragnąłem skopać gościowi jaja. Chciałem by ta jego śliczna twarzyczka, zamieniła się w kupę krwi i siniaków. Należało mu się jak cholera.
            Gdy znaleźliśmy się już w bezpiecznej odległości, wziąłem [T.I] w ramiona i pozwoliłem się jej wypłakać w moją koszulkę. Starłem jej pojedyncze łzy z policzka, a następnie złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Nie protestowała, wpatrywała się tylko we mnie tymi swoimi wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Chodźmy stąd- zasugerowałem, na co dziewczyna lekko przytaknęła.- W innej sytuacji zaproponowałbym, żebyśmy się rozerwali, ale wydaje mi się, że nie jest to najlepszy pomysł.
-Czemu?- zdziwiła się.- Mam ochotę zapomnieć o tym całym gównie, które za mną chodzi. Chcę się napić i wreszcie zaszaleć- oświadczyła dobitnie, mocniej chwytając moją dłoń.
-Skoro tak…- mruknąłem, puszczając jej oczko.- Znam jedno przyzwoite miejsce- oznajmiłem, szeroko się uśmiechając.
             Parę minut później wchodziliśmy już bocznymi drzwiami do mojego ukochanego klubu.
-W piwnicach są stoły z bilardem oraz piłkarzyki. Na piętrze znajdują się bary i dyskoteka. Natomiast na samej górze mieści się siedziba tego miejsca. A więc od czego chcesz zacząć, [T.I]?- zapytałem, spoglądając na nią ukradkiem.
-Wszystko brzmi obiecująco, ale chyba najpierw chciałabym się czegoś napić. Alkohol zawsze mnie rozluźnia- stwierdziła speszona.- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko- dodała trochę pewniej.

|Twoja perspektywa|

             Kiedy Louis poszedł po drinki, usiadłam na jednej z czarnych materiałowych sof, usytuowanej w rogu lokalu. Nadal nie mogłam wyjść z podziwu, że mój ojczym pojawił się w pubie, w którym pracowałam. Nigdy nikomu, nie wspominałam, iż dostałam pracę kelnerki, a już na pewno nie jemu, a mimo to, ten sukinsyn odnalazł mnie. Powoli miałam już tego wszystkiego dosyć. Pragnęłam zasmakować normalnego życia. Chciałam wreszcie skończyć z przeszłością, a ten facet nie pozwalał mi na to. Zawsze musiał mi przypomnieć, że jestem jedynie nic niewartą dziwką. Wypominał mi to na każdym pieprzonym kroku.
-Jak Ci się tu podoba?- zapytał mnie Tomlison, przysiadając obok i wręczając mi drinka.
-Ładne tancerki- powiedziałam wymijająco.- To Twój klub?- zgadywałam.
-Tak- oznajmił triumfalnie.- Oprowadzić Cię po nim?
-Pewnie- rzuciłam i oboje wstaliśmy z naszych miejsc.
-Od czego chcesz zacząć?- zwrócił się do mnie.
-Może od góry?- zaproponowałam, puszczając mu oczko.- Zdaje mi się, że to będzie interesująca wycieczka- dodałam po chwili.
-Nawet nie wiesz jak bardzo- odparł Louis, szeroko się uśmiechając.
             Oboje wyszliśmy ze strefy barowej. W milczeniu przecięliśmy ogromny korytarz. Następnie minęliśmy niezliczone pokoje gospodarcze, masę pracowników, którzy na widok Tomlinsona, spuszczali głowy, aż w końcu wdrapaliśmy się po drewnianych schodach na samą górę. Zatrzymaliśmy się na strychu. Międzyczasie brunet otworzył jakieś drzwi i wskazał bym udała się przed nim.
              Przekroczyłam próg pokoju, a moim oczom ukazał się olbrzymi, nowoczesny gabinet, z sześcioosobowym stołem w rogu. Na podłodze leżały puszyste, białe dywany, a z okien rozpościerał się bajeczny widok na miasto. Ponadto pomieszczenie to było zaopatrzone w niewielki regał, kremowy wypoczynek i kilkudziesięciocalową plazmę. Gdzieś w oddali majaczył nawet stół bilardowy.  Nad biurkiem wisiał szereg monitorów. Kamery obserwowały klatkę schodową, bary, dyskotekę, hol , a nawet windy. Z dużą dokładnością widziałam każdy, najmniejszy fragment klubu, bawiących się ludzi.
-Nieźle – wydukałam, z otwartymi na szerz ustami.
-Też mi się tu podoba- oświadczył z dumą.- Co chcesz robić?
-Może zagramy?- zasugerowałam, spoglądając ukradkiem na zielone płótno na stole bilardowym.
-Grałaś już wcześniej?
-Możliwe- mruknęłam, przybierając niewinną minę.
-Hm- zamyślił się na moment.- Co powiesz na mały zakład, panno [T.I].
-Brzmi ciekawie- odpowiedziałam.- Jestem w stanie podjąć to ryzyko.
-Cieszę się- oznajmił z zawadiackim uśmiechem, a jego oczy zapłonęły.
- A więc, o co chcesz się założyć?
- Jeżeli wygram, zostaniesz dzisiaj ze mną na noc.
-A co jeśli jednak to do mnie uśmiechnie się szczęście?- kontynuowałam.
-Wtedy zdecydujesz, co chcesz robić- stwierdził przebiegle.
- Umowa stoi- oświadczyłam wyniośle i pełnym gracji ruchem ruszyłam do stołu.
            Po drodze Louis wręczył mi jeden z kijów i już parę sekund później szykowaliśmy się do małej partyjki pool’a. Ustawiłam białą kulę na linii. Przybrałam odpowiednią pozycję i mocno uderzyłam. Bile w zawrotnym tempie rozbiegły się po całym suknie. W końcu jednak niebieska dwójka, leniwie wpadła do łuzy, a ja aż podskoczyłam ze szczęścia.
- Całkiem dobrze- powiedział z uznaniem brunet
             Chwilę później trafiłam w kolejne bile, tym samym przybliżając się do wygranej. Byłam w siódmym niebie. Już dawno nie szło mi tak fantastycznie. Kiedy się zorientowałam, zostały mi zaledwie trzy kolorowe kulki. Pochyliłam się nad stołem, celując w zieloną szóstkę. Miałam już uderzyć, gdy nagle poczułam jak usta Louisa leniwie suną wzdłuż mojej szyi, rozpraszając mnie przy tym.
-Teraz moja kolej- wyszeptał miękko, skradając mi kolejnego całusa, a ja oczywiście chybiłam.
-Louis!- zawołałam.- To było nie fair.
-Wiele rzeczy nie jest fair- oznajmił niewzruszony, przyglądając mi się spokojnie.- Znudziła mi się już ta gra- rzucił po chwili, odkładając kije na miejsce.
-Co Ty robisz?- zdziwiłam się, opierając się o stół.- Jeszcze nie dokończyliśmy.
-Och, mam inny pomysł- odpowiedział przebiegle.- Wydaje mi się, że możemy zabawić się trochę inaczej- puścił mi oczko, a następnie przyciągnął do siebie, złączając nasze usta w brutalnym pocałunku. Wiedziałam o czym myślał i tym razem nie chciałam niczego zepsuć. Po raz pierwszy sama z siebie pragnęłam oddać się mężczyźnie.
              Oboje rzuciliśmy się na sofę i w błyskawicznym tempie zaczęliśmy się rozbierać. Musiałam zapomnieć o pewnym przykrym wydarzeniu z mojego życia. Nie mogłam się dłużej zadręczać przeszłością. Chciałam zacząć wszystko ‘od początku’ z nim.
               Nagle przycisnął gwałtownie swoje usta do moich i chwycił mocniej za włosy. Przycisnął mnie plecami do zamszowej kanapy, tak że leżałam tuż pod nim. W pewnej chwili poczułam jego zwinną dłoń między moimi udami. Wyczuwałam jego naglącą potrzebę. Ogromne pożądanie z jakim walczył. Oplotłam go nogami w pasie, przyciągając jeszcze bliżej nasze rozpalone ciała. Zaczęliśmy żarliwie się całować. Nasze usta gorączkowo szukały się nawzajem.
               W końcu pozbyliśmy się ostatnich części garderoby. Louis na chwilę odsunął się ode mnie i wyciągnął z kieszeni spodni prezerwatywę. Pożerał mnie spojrzeniem, gdy rozrywał opakowanie, nakładając cienką folijkę na swojego nabrzmiałego członka. Następnie ponownie opadł na mnie, chwytając mnie przy tym w talii. Wsunął dłonie pod moje ramiona, a nasze spojrzenia po raz kolejny tego wieczoru, spotkały się.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko- szepnął uwodzicielsko, pieszcząc wargami moją nagą skórę.
- Nie przedłużajmy- powiedziałam, obejmując go mocniej.
              I wtedy, to się stało. Przywarł do moich ust, równocześnie we mnie wchodząc. Jęknęłam zaskoczona jego gwałtownością. Fala rozkoszy, która rozlała się po moim ciele, powodowała, że z każdym pchnięciem, miałam ochotę na więcej. Z Louisem nie było tak jak z innymi kochankami. Nie pieprzyliśmy się , tylko kochaliśmy, pieszcząc się przy tym dotykiem, ustami i oczami. To uczucie, mimo wszystko sprawiało wrażenie nowego i świeżego.
              Wczepiłam palce w jego miękkie, brązowe włosy, dostosowując się do jego rytmu i ponownie wpijając w jego pełne wargi. Przymknęłam na chwilę powieki, rozkoszując się tym doznaniem. Seks z Louisem był jak chłodna lemoniada w upalny dzień. Z każdą sekundą pragnęło go się jeszcze więcej.
              W pewnym momencie brunet oparł dłonie na moich biodrach, zaciskając mocniej palce na moim ciele i przygotowując na kolejną porcję przygód. Jego ruchy stawały się szybsze, bardziej zadziorne. Wypełniał mnie całą, a ja po raz pierwszy w życiu poczułam się ‘potrzebna’.            
              Niestety wiedziałam, że taka kolej rzeczy nie potrwa zbyt długo. Byłam pewna, że w końcu Tomlinson się mną znudzi lub też znajdzie sobie inną chętną panienkę na jeden wieczór. Potraktuje mnie tak jak inni mężczyźni. Wiedziałam od dawna, że jestem tylko zabawką, obiektem męskich westchnień i pragnień. Taka była prawda, lecz w tym momencie chciałam do końca oddać  się tej chwili.
               Parę minut później leżeliśmy wtuleni w siebie na wąskiej kanapie w biurze chłopaka. Nadal się całowaliśmy. Poznawaliśmy swoje ciała za pomocą zmysłów. Uśmiechnięci, wpatrywaliśmy się w siebie. Było niesamowicie, niestety do czasu.
                Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a chwilę później głos jakiegoś mężczyzny.
-Louis, mogę wejść?- spytał ktoś.- Potrzebujemy Cię.
-Jestem zajęty. Radźcie sobie sami- warknął, trykając mnie nosem po policzku.
-Louis, mamy kłopoty- oznajmiła poważnie ta sama osoba.- Grupka osób wtargnęła do klubu w poszukiwaniu jakiejś dziewczyny. Chodź trzeba ich stąd wypieprzyć, zanim zdążą porządnie narozrabiać- usłyszałam, przełykając głośniej ślinę.
                                                                 


                                                                           



*****************************************************************************
Tak oto kończy się część 7 Lou.. Jak myślicie co to za faceci i czy chodzi m o nasz bohaterkę ??

środa, 1 lipca 2015

Hazza #6 ♥♥ OSTATNIA

Siedziałam w swoim biurze, gdy nagle wszedł do mnie John - kolega z pracy.
- Cześć, [t.i.].
- Cześć.
- Jak się bawi Nate na urlopie? Nie odbiera ode mnie telefonu i trochę się martwię.
Usiadł naprzeciwko mojego biurka.
- Jak to? - spytałam zdziwiona. - Nate jest w delegacji.
- Niemożliwe, [t.i.]. Następną delegację mamy dopiero za miesiąc i ja też w nią jadę. Boże, powiedziałem coś nie tak? Przepraszam.
- Nie - wycedziłam. - Dobrze, że do mnie przyszedłeś.
Zaraz po wyjściu Johna poszłam do Amelii - naszej kadrowej.
- Powiesz mi, kto oprócz Nate'a wziął urlop na ten tydzień?
Popatrzyła na mnie niepewnie.
- Nie wiem, czy mogę… - zawahała się.
- Amelio, to ważne. Proszę. Nikomu nie powiem.
- Hm… - Wlepiła wzrok w ekran komputera. - On i Suzanne mają urlopy.
- Tylko oni?
- Tak, z tego, co widzę, to tak.
- W porządku. Dziękuję ci bardzo.
Po skończeniu pracy od razu pojechałam do mieszkania Nate'a. Drzwi otworzyłam zapasowym kluczem, który otrzymałam od niego.
Rozejrzałam się. Nie miałam zamiaru szpiegować, ale tym razem po prostu musiałam.
Na stole w kuchni leżało potwierdzenie rezerwacji na nazwisko Nate'a na lot na Malediwy. Dla… dwóch osób. Usiadłam bezradnie przy stole, przyglądając się kartce. Po chwili wstałam i udałam się do salonu, gdzie spojrzałam na telefon stacjonarny stojący na komodzie.
To nie w twoim stylu, [t.i.]. Nie w twoim stylu.
Wcisnęłam guzik i zaczęłam odsłuchiwać stare wiadomości na sekretarce.
Od mamy… od kolegi… ode mnie… znowu od mamy… znowu ode mnie… od kolejnego kolegi…
Gdy już prawie straciłam nadzieję, nagle usłyszałam:
- No, hej, Misiu. Tu Suzanne. Oddzwoń, jak będziesz mógł. Chciałam tylko omówić szczegóły naszego wyjazdu. Pa, pa.
Poczułam nagły napływ łez do oczu. Kucnęłam bezradnie, opierając się czołem o komodę.
Nie będę płakać, nie będę płakać…
Podniosłam się i w nagłym przypływie złości wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Nate'a. Gdy tylko odebrał, puściłam mu nagranie z jego własnej sekretarki, po czym wyrzuciłam z siebie:
- Och, Misiu. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz na Malediwach, Misiaczku.
- [t.i.], zaczekaj… Pogadajmy.
- Nie mamy o czym. Spieprzaj z mojego życia.
Rzuciłam telefonem o ścianę i wybiegłam z jego mieszkania, nie zamykając drzwi. Skoro stać go na kochankę, to równie dobrze stać go na to, żeby zostać okradzionym.

********************************************
Nie mogłam dojść do siebie. Chrzanić Nate'a i cały nasz związek. Bardziej bolało upokorzenie, jakiego zaznałam.
Czego mi brakowało, że musiał znaleźć sobie kochankę, co?, zadawałam sobie pytanie bez odpowiedzi.
Około 21:00 zadzwoniła do mnie Mel i zaczęła na wstępie wykrzykiwać do słuchawki:
- Ty idiotko! Kretynko! Gamoniu! Debilko!
- O co chodzi? - spytałam.
- Wiesz, że Styles jutro wyjeżdża?
- Wiem. Rozmawiałam z nim parę dni temu.
- I tak to zostawisz?
- A co mam zrobić? - fuknęłam. - Nie rozumiesz, Mel. Dosyć już namieszałam w jego życiu. Chcę mu pozwolić zapomnieć.
- Myślisz, że można zapomnieć o kimś, kogo się kochało? On cię kocha! Błagam cię. Chrzań Nate'a. Ze Stylesem będziesz szczęśliwa.
- To nie takie proste, Melanie - odparłam łamiącym się głosem. - Nate mnie zdradził…
Rozpłakałam się cicho.
- I jak ty się trzymasz? - zasypywała mnie gradem pytań. - Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Zresztą. Jadę do ciebie.
Rozłączyła się, zanim zdążyłam zaprotestować.
Spędziła ze mną cały wieczór. Narzekałyśmy na facetów, piłyśmy wino (ale nie za dużo, bo przecież obie następnego dnia szłyśmy do pracy).
Pod wieczór wyszła. Chciałam zostać sama. Uszanowała to.

* * *
— [t.i.], do kurwy nędzy, otwórz! — wydzierał się Nate, a ja stałam tak oparta o nie plecami i płakałam. Pierwszy raz słyszałam, żeby tak przeklinał. Od kliku minut dobijał się do moich drzwi i, mimo wczesnej pory, darł się jak opętany.
I niech szlag trafi moje powalone uczucia. Tak naprawdę miałam już w dupie Nate'a, Suzanne, ich zdradę. Tyle myśli się we mnie kotłowało, że sama nie potrafiłam nad nimi zapanować. Nate przestał mnie obchodzić w jednej chwili. Styles od długich miesięcy nie wychodzi z mojej głowy. Banał. Wierzycie w te romantyczne bzdety o przeznaczeniu i drugiej połówce? Ja nie, ale jeśli takie coś rzeczywiście istnieje, to właśnie tego doświadczyłam. Z facetem, który był moim szefem. Z facetem, który za parę godzin wyjedzie daleko stąd. Z facetem, który jest cholernie przystojny i zawrócił mi w głowie do tego stopnia, że nawet gdy miałam chłopaka, cały czas siedział mi w głowie.
Do diabła z facetami – rzekłaby w tym momencie bohaterka komedii romantycznej. Zgadzam się z nią.
— Nate, wyjdź — łkałam.
— Otwórz te drzwi!
— Wyjdź!
— Nie wyjdę, dopóki…!
Nagle wszystko ucichło. Wyjrzałam przez wizjer i zobaczyłam Nate'a i jeszcze kogoś. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na Harrego prawie jak na superbohatera. Czarne rurki, biała koszula, marynarka. Mój bohater.
— Nie słyszałeś, co powiedziała? — zapytał szatyn. — Masz wyjść.
— A to kto? — prychnął pogardliwie Nate. — Twój kochanek?
Wtedy Harry chyba nie wytrzymał. Jedną ręką chwycił koszulę Nate'a i przycisnął go do ściany.
— Wiesz, co ci powiem? — syknął z jadem. — Jesteś pospolitą, męską szmatą. Nie wiem, dlaczego taka wspaniała kobieta, jak [t.i.], postanowiła być ci wierna, ale nie zasłużyłeś na to, tak samo jak na to, żeby ci teraz wybaczyła, więc wynoś się stąd, skoro nie potrafisz zapanować nad spodniami, bo za chwilę cię wykastruję i nie będę się zastanawiał nad spadkiem przyrostu naturalnego w Wielkiej Brytanii. I wiesz co? Może nawet byłoby lepiej, gdybym to zrobił. Takie cholerstwo, jak ty, nie powinno się rozmnażać.
Zaczęłam znowu płakać i tak naprawdę już sama nie wiedziałam dlaczego.
Harry puścił Nate'a, a ten bez słowa odszedł.
— Harry… — Rzuciłam mu się na szyję.
Objął mnie mocno. Schowałam twarz w jego szyi. Przez chwilę po prostu poczułam się beztrosko, lecz gdy pierwsze emocje minęły, nagle dotarło do mnie, że to koniec. On wyjeżdża.
Odsunęłam się od niego.
— Kiedy wyjeżdżasz? — zapytałam, podciągając nosem.
Zrobił pełną rozczulenia minę, po czym wyjął z kieszeni spodni chusteczkę i przetarł nią moje mokre policzki.
— Kocham cię — oznajmił — i grubo się mylisz, jeśli sądzisz, że odpuściłbym sobie teraz, kiedy wreszcie jesteś sama. Lecisz ze mną. O 12:00 mamy samolot.
— Ale…
— Nie ma ale! Już wszystko załatwiłem. Masz dwa tygodnie urlopu. Chyba umiesz jeździć na nartach? Dalej, idziemy się pakować.
— Czy ja mam tu coś do powiedzenia? — zapytałam.
Ujął moją twarz w dłonie.
— Możesz powiedzieć tylko tyle, że: a) już idziesz się pakować, b) bardzo się cieszysz, bo cholernie za mną tęskniłaś — oznajmił, całując kącik moich ust.
— Jesteś szalony. — Uśmiechnęłam się.
— Tego nie było na liście, ale prawda — odparł, przyciągając mnie do siebie i muskając wargami zagłębienie mojej szyi.
— Nie umiem jeździć na nartach — mruknęłam.
— To ja cię nauczę, ale jedziesz ze mną.
— A skąd pewność, że chcę? — spytałam.
— Dyskutujesz i dyskutujesz… — westchnął, po czym schylił się, złapał mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię, prostując się.
Nie zaprotestowałam. Tak naprawdę bawiła mnie cała ta sytuacja. Rzucił mnie na łóżko w sypialni, aż odbiłam się od miękkiego materaca.
— Dalej, wstawaj — ponaglał mnie.
Wyciągnęłam rękę w jego stronę, przygryzając wargę.
— Nie masz pojęcia, jak kusząco wyglądasz w tej pozycji, kochanie — oznajmił — ale teraz nie czas na przyjemności. Austria czeka.
Zaczerwieniłam się. Chciałam, żeby mnie po prostu podniósł, a on od razu rzucił podtekstem.
— Podnieś mnie — zaśmiałam się nerwowo.
Pociągnąwszy moją rękę i pomógłszy mi wstać, szepnął mi na ucho:
— Na przyjemności przyjdzie jeszcze czas…
Uderzyłam go nadgarstkiem w brzuch, aż się lekko skulił, po czym uśmiechnęłam się.





                                                                            



********************************************************************************
A  więc kochani to była ostatnia część Hazzy :( Miło się patrzy jak wzrasta wasza ilość na moim blogu <3 Przepraszam ,że  mnie tak długo nie było ,ale zmieniam szkołę i miałam parę spraw na głowie ;)


środa, 10 czerwca 2015

Imaginy z Gifami




1. Luke kiedy powiesz mu komplement



2. Kiedy śni ci się dziwny sen o Ashtonie 


3. Michael szykujący się na randkę z tobą 



4. Calum wysyła ci buziaczka w wiadomości 


5. Niall uczy wasze dziecko zagląda do książki :
[T.I];Rozumiecie wszystko?
Nall:


6. Harry chce ci pokazać że jest słodszy od twojego pieska 


7. [T.I]:Louis!!!Gdzie jest moje Oreo!!!
Lou:


8. Kupiłaś Zayn'owi misia to jego reakcja:


9. Powiedziałaś Liam'owi że wolisz modelów.Liam na to:


10. Powiedziałaś chłopakom że lubisz Superbohaterów.Na następny dzień wychodzisz na dwór i widzisz to :



11. Przychodzisz na twój pierwszy bal i przed samym wejściem widzisz to:






                                                                                                                      





Pozdrawiam Janek
(HandzikxD)xoxo
                                                                                                       






niedziela, 7 czerwca 2015

Od prostytutki do piosenkarki- Lou #2


26.07.2014

Nie ma to jak wstać  o 9 prawda ? Niby nic wielkiego bo do pracy mam na 9:30, ale i tak jak się spóźnię chociaż minutę to mam taki opierdziel,że głowa boli.  Na szczęście wyrobiłam się 3 minuty przed czasem. Dzisiaj jak to w każdą środę pracowałam w biurze. Przyjmowałam nowe osoby do branży, zajmowałam się papierami, i tak dalej.Lubię pracować w środę, ponieważ nie jestem wykorzystywana przez tych wszystkich facetów. To jest ohydne , ale co mama zrobić ? Inaczej nie spłacę tak szybko tego długu.Jak  to w środę pracowałam do 15:35,potem do domu, szybki prysznic i znowu do pracy jako kelnerka. Tam się czuję inaczej. A dzisiaj w pracy był Pan Tomlinson.. Awww kurde on jest taki cudowny..Tak wiem cały czas piszę ,że on tak fuu i wgl., ale no nie mogę. Dzisiaj kazał mi przyjść do biura. Bałam się ,ale nie trzeba było. Pan Tomlinson powiedział ,że zna moją sytuację i da mi awans jak tak dalej będzie mi dobrze szło. O 20 wróciłam do domu.. Byłam szczęśliwa , bo w końcu spłacę ten dług u Tego Dziada Shahid'a Khan'a (Naught Boy). Czemu taka znana osoba prowadzi Agencję Towarzyską " Różowa róża"..Interesująca nazwa prawda ? W domu wzięłam szybką kąpiel i obejrzałam sobie film "Sąsiedzi". Zjadłam kolację i się położyłam .I tak mój drogi pamiętniku spędziłam dzisiejszy dzień.


                                                                                                                                [t.i.]







sobota, 6 czerwca 2015

Od prostytutki do piosenkarki- Lou #1

   Mam na imię [t.i], mam 22 lat i mieszkam w  Doncaster

   25.07.2014r. Wtorek

 Wstałam o 8:30 jak zwykle do pracy. Szef znowu się wściekał ,że  klienci mi za mało płacą. Dzień w pracy przemijał jak zwykle. Nowi faceci , którzy chcą się pierdolić.Za 2 godziny seksu biorę 150 zł, a szef gada ,że i tak to za mało żeby odpłacić mój dług. Z pracy wróciłam około godziny 18, potem szybki prysznic i znowu do pracy. Tym razem gdzieś indziej. Jestem też Kelnerką w klubie jakiegoś Louis'a Tomlinson'a.. Hymm nie zam gościa. Jedyne co o nim wiem to to ,że jest w jakimś zespole One Direction. Jakiś zespół dla dzieciaków, ale słuchałam ich muzyki i przyznam ,że muzykę mają nawet ,nawet.Pan Tomlinson płaci mi 40 zł na godzinę pracy.Do domciu wróciłam po 22, byłam nie aż tak strasznie zmęczona. Strasznie dużo Starych dziadów się do mnie przystawiało.TO JEST NIE DO ZNIESIENIA. Pan Tomlinson  powinien zakazać przychodzenia do klubu facetom , którzy są po 40. Postanowiałm zrobić sobie kolację . Zwykłe płatki, prawie jak zawszę. Gdy już zjadłam pooglądałam sobie filmy , chrupiąc marchewkę.. Umyłam się i położyłam. Tak mój drogi pamiętniku spędziłam Cały nudny i monotonny Wtorek ;)
                                                                                                                                   [t.i.]








*********************************************************************************
No to tak.. To będzie taka mała seria z Lou. Codziennie będzie wstawiana taka krótka kartka z pamiętnika [t.i.]. Będzie tych kartek sporo :D Każda Kartka będzie miała minimum  10 linijek tekstu. Do każdego będzie dołączone zdj. Lou ;)

czwartek, 4 czerwca 2015

Imaginy z Gifami

   

1. Reakcja Lou, kiedy zgodziłaś się iść na randkę:



8.Chłopaki zobaczyli cię na widowni:






3. Hazza i Liam obaczyli twoje majtki gdy się schyliłaś.








4. Zayn zaczął tańczyć , gdy powiedziałaś ,że będziecie uprawiać seks.






5. Powiedziałaś Harremu ,że wolisz Niall'a






6.Hazza po seksie z Tobą:







7. Zayn rozmarzył się o Tobie.










*********************************************************************************
 Hej! Przepraszam ,że tak długo mnie nie było :( Miałam dużo na głowie, ale obiecuję ,że już niedługo będzie Ash 5 iii będę kończyć Beside you :D No na razie tyle, a i jeszcze przepraszam ,że tego tak mało, ale jest 23:16 i trochę nie chce mi się wymyślać :*



                                                                                                                              Agixx
                                                                                                                                           xoxo  

poniedziałek, 4 maja 2015

#6 Lou

***OCZAMI LOU***


-Co robisz dzisiaj wieczorem?- spytałem, powoli zapinając pojedyncze guziki ciemnej koszuli.
-Pracuję- odpowiedziała, rumieniąc się.
-Tam gdzie zawsze?- uniosłem wyżej brew, spoglądając na jej smukłą sylwetkę. Momentalnie jej policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej.
- Nie- rzuciła krótko, wciągając na siebie wczorajszą sukienkę.
- Mam też normalną pracę- stwierdziła z wyrzutem, nie obdarzając mnie nawet krótkim spojrzeniem. Była zestresowana. Miałem wrażenie, że nie lubiła o tym mówić. Starała się coś ukryć.
- Zjesz ze mną śniadanie?- spytałem trochę łagodniej, podchodząc do niej.
- Przykro mi, ale mam inne plany- odparła. Następnie wzięła torebkę. Założyła szpilki i pełnym gracji ruchem, opuściła moją sypialnię.
- Nie pożegnasz się nawet ze mną?- zawołałem za nią. Dziewczyna machinalnie zatrzymała się, a ja korzystając z okazji, podbiegłem do niej, łapiąc ją za nadgarstek.
- Czego chcesz?- burknęła, wyswabadzając się z mojego uścisku.
- Pocałuj mnie- rozkazałem i nie czekając na jej ruch, brutalnie wpiłem się w jej wargi. Lubiłem ich słodki smak. Chciałem by dziewczyna znalazła się jeszcze bliżej mnie. Pragnęła mnie, tak jak ja pragnąłem ją od czasów tej popieprzonej licytacji.
- Panie Tomnlinson- odchrząknęła teatralnie, gdy delikatnie odsunąłem się od niej.
- Niech Pan nie zapomina, że łączy nas tylko umowa. Tak jak się wcześniej uzgodniliśmy, jestem Pana do końca tego tygodnia- posłała mi tajemniczy uśmiech i skinęła głową w moim kierunku.
- Nienawidzę, gdy tak mówisz- syknąłem, nerwowo przeczesując włosy.
- Taka prawda- wzruszyła ramionami i odwróciła się do mnie plecami.
- I jeszcze jedno- warknąłem poirytowany.
- Nie mów do mnie 'pan'- krzyknąłem za nią.
- Dobrze, Panie Tomlinson- powiedziała jak na złość. Kurwa!
- [T.I]- wrzasnąłem, zanim brunetka zdążyła zniknąć za ciężkimi, drewnianymi drzwiami.
- Cholera- mruknąłem pod nosem.  Czemu ta laska musiała być taka... inna? Podobała mi się. Nie jedna dziewczyna mogła pozazdrościć jej smukłej sylwetki, długich ciemnych włosów i błyszczących, ogromnych oczu. Zastanawiało mnie czemu tak nisko siebie oceniała? Dlaczego świadczyła usługi seksualne? Nie potrafiłem tego pojąć. To wydawało się chore.   W końcu odgoniłem prawie wszystkie moje myśli od niej. Miałem sporo na głowie. Musiałem się zająć swoimi obowiązkami, a nie truć sobie dupę, laską , która i tak traktowała mnie jak chciała. Ale czemu zaczęła się trząść i płakać, kiedy zaczęliśmy się kochać?- to nie dawało mi spokoju. Powodowało, że pragnąłem dowiedzieć się o niej znacznie więcej. Chciałem w jakimś stopniu zapewnić jej bezpieczeństwo, ale ona nie pozwalała mi się do siebie zbliżyć. Traktowała mnie jaką uciążliwą część swojej 'pracy'.
- Kurwa- zakląłem po raz kolejny, uderzając pięścią w ścianę.  Jeszcze na chwilę wróciłem do pokoju. Rzuciłem wczorajsze ubrania w kąt i po drodze chwyciłem mojego czarnego iPhona. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i udałem się wprost do kuchni. Miałem ochotę na porządne śniadanie. Uśmiechnąłem się, gdy dostrzegłem panią Gayle, wlewającą mi kawę do filiżanki.
- Dzień dobry- przywitałem się, zaszczycając kobietę spojrzeniem.
- Witaj- odpowiedziała, stawiając na stole talerz z omletem i pszennymi tostami.
- Dziękuję. Nawet nie wiesz jaki jestem głodny- wyznałem, przyjaźnie się do niej uśmiechając.
- Dołączysz się do mnie?- zapytałem z nadzieją, biorąc do ust łyk świeżej, jeszcze parującej kawy.
- Jadłam w domu- oświadczyła.
- Przygotować ci coś do pracy?- zapytała.-
 Nie- pokręciłem głową.
- Zjem coś w klubie- odparłem, zresztą zgodnie z prawdą.
- Okey- kobieta wzruszyła obojętnie ramionami.
- Mam zająć się dzisiaj ogrodem i stajnią?
- Możesz- stwierdziłem, kończąc śniadanie.- Jak zwykle jesteś niezastąpiona, dziękuję ci- oznajmiłem, wstając od stołu.
- Miłego dnia, Louis- rzuciła Gayle, zbierając mój pusty talerz.
- Do zobaczenia wieczorem- zawołałem i ruszyłem w stronę hallu. Wziąłem kluczyki od BMW, a niespełna parę minut później, rozkoszowałem się cichym pomrukiem mojego samochodu. Kochałem to auto. Związanych z nim było, bowiem sporo wyjątkowych dla mnie chwil.   Kiedy dotarłem do klubu moi znajomi kręcili się już dookoła. Sprzątali po wczorajszej hucznej, jak zawsze imprezie. Uzupełniali prawie puste butelki alkoholu nowymi trunkami. Wkładali jedzenie do lodówek. Porządkowali bar i pobliskie stoliki. Wszystko szło zgodnie z planem. Przywitałem się z kuplami. Poklepaliśmy się po plecach jak za starych dawnych czasów, a następnie wymieniliśmy parę zdań.
- Wieczorem wybieramy się na piwo. Idziesz z nami?- spytał Jamie.
-Ostatnio wyhaczyliśmy niezły bar w centrum. Na pewno ci się spodoba- wtrącił się Mike, szturchając mnie łokciem.
- Wiemy, co lubisz- dorzucił Nicholas.
- Ok- wzruszyłem obojętnie ramionami.
- Będziemy w kontakcie- rzuciłem jeszcze na odchodnym i poszedłem do swojego biura. Zamknąłem za sobą drzwi, oddając się codziennym czynnościom.  Gdy skończyłem, było już grubo po dziewiętnastej. Wszędzie krzątały się seksowne tancerki w skąpych skórzanych spódniczkach, które ledwo zasłaniały ich zgrabne tyłeczki. Uśmiechnąłem się. Jamie wykonał kawał dobrej roboty, zatrudniając te panienki.
- Panie Tomlinson- pisnęła blondynka w wysokiej kitce.- Mógłby mi pan zapiąć z tyłu ten top?- poprosiła, jednocześnie schylając się, tak że śmiało mogłem gapić się w jej dekolt.
- Gotowe- oznajmiłem w końcu, puszczając jej oczko. Dziewczyna momentalnie speszyła się i pognała przed siebie.       Bar, o którym mówił Jamie faktycznie znajdował się w centrum miasta. Było to dość popularne miejsce, cieszące się niesłabnącą popularnością wśród zamożniejszej części naszego społeczeństwa. Szybko wszedłem do środka, szukając chłopaków. Mieli stolik na samym końcu, tuż obok ogromnego, plazmowego telewizora. Mike widząc moją skonsternowaną minę, pomachał mi i wskazał miejsce obok siebie. Szybko przemierzyłem ostatnie metry i chwilę później rozkoszowałem się chłodnym, ciemnym piwem.
- Jak dzień?- zapytał Nicholas.
- Jak zawsze- westchnąłem, przypominając sobie okropny poranek.
- Widziałem tancerki- odezwałem się po chwili.
- I co?- ożywił się Jamie.- Zajebiste są no, nie?
- Całkiem dobre- uśmiechnąłem się w kierunku przyjaciela.
- Wiedziałem, że ci się spodobają- jego usta wyszczerzyły się w uśmiechu.
- To którą masz w planach zaopiekować się na poddaszu- zaśmiał się Mike.
- Hej- oburzyłem się i teatralnie trąciłem go łokciem.- Na razie jeszcze o tym nie myślałem- przyznałem, biorąc z miski garść chipsów.
- Może to i dobrze- powiedział tajemniczo Niko.
- Zaraz zobaczysz laskę, która nas obsługuje. Zaniemówisz z wrażenia. Gdybym mógł przeleciałbym ją tu i teraz. Szybki nic nieznaczący numerek.              Rozejrzałem się po zadymionym pomieszczeniu. Wszędzie biegały seksownie ubrane kelnerki. Jedne z nich nosiły firmowe, trochę zbyt krótkie uniformy z nazwą klubu. Jeszcze inne z dumą prezentowały skąpe minispódniczki lub fikuśne szorty z wielkimi falbanami. Zagwizdałem z uznaniem, gdy jedna z nich, wysłała mi buziaka.
- Czemu nie ma ich jeszcze w naszym klubie?- spytałem poirytowany.- Prędzej czy później chcę je widzieć u nas- stwierdziłem, dłużej utrzymując kontakt wzrokowy z tajemniczą szatynką.
- Wiedzieliśmy, że ci się tu spodoba- ryknęli jednocześnie i wszyscy zanieśliśmy się niepohamowanym śmiechem.              Nie wiedząc kiedy, opróżniliśmy nasze kufle z piwem. Jamie wskazał na jakąś kelnerkę, a dziewczyna już po paru sekundach była przy naszym stoliku. Pewnym siebie ruchem, usiadła chłopakowi na kolanach. Jamie momentalnie zrobił się czerwony.
- Chłopcy, co Wam podać?- spytała brunetka, a włosy na moim karku stanęły mi dęba. Podniosłem na nią wzrok. I w jednej chwili przymurowało mnie.
- To co przed chwilą- odparł nonszalancko mój przyjaciel, obejmując ją w talii.
- Już się robi- zakomenderowała i odeszła w kierunku baru. Nie mogłem spuścić z niej wzroku. Obserwowałem jej każdy najmniejszy ruch. Patrzyłem jak zgrabnie przemykała między stolikami. Jak nie zwracała uwagi, gdy jakiś podchmielony facet łapał jej zgrabną pupę. Podziwiłem jej długie, smukłe nogi, które sprawiały wrażenie nie mieć końca, w tych czerwonych szpilkach i czarnych kabaretkach. Do tego ten obłędny, idealnie skrojony gorset, który podkreślał jej sylwetkę. Nie mogłem uwierzyć, że ją tu spotkałem. I to jeszcze w takim stroju.
- Stary, zaraz zaczniesz się ślinić niczym wygłodniały pies- zaśmiał się Nicholas.
- Zamknij się- warknąłem, nie mogąc odgonić od siebie widoku jej perfekcyjnego tyłka.
- Wraca- zawołał uradowany Jamie.
- Nawet nie waż się jej dotykać- syknąłem.
- Wrzuć na luz, Lou. Nie wiedziałem, że aż tak ci się podoba- powiedział, układając dłonie w geście obronnym.
- Już jestem- powiedziała wesoło, po kolei stawiając na stoliku kufle z nowym piwem. Kiedy wręczała mi mój napój, nasze spojrzenia po raz pierwszy spotkały się.
- Możemy pogadać?- spytałem, chwytając ją za nadgarstek.
- Jestem w pracy- oświadczyła wymijająco.
- To nie potrwa długo- stwierdziłem, podnosząc się z kanapy. Widziałem jak chłopacy patrzą się na mnie z otwartymi na szerz buziami i wielkimi oczami. Na ich twarzach malowała się zazdrość?
- Dobra, tylko chodźmy gdzie indziej. Nie chcę by widział mnie szef- westchnęła i pozwoliła mi się prowadzić w kierunku męskiej toalety.










********************************************************************************
Hymmm i Jak sie podoba ?

niedziela, 26 kwietnia 2015

Masz pytanie ?

Hej, dawno mnie tu mnie było.Pomyślałam ,że może macie do mnie jakieś pytania. Możesz je zadać pod tym postem w komentarzu.Więc jeśli masz do mnie pytanie o cokolwiek to zadaj. Możesz spytać o moje życie , co planuje napisać, o co chcesz. A ja postaram się na wszystko wam odpowiedzieć ! :)




piątek, 24 kwietnia 2015

#5 Lou

[T.I], wszystko okey?-usłyszałam niepewny głos Louisa.
              Przekręciłam delikatnie głowę w jego kierunku. Chłopak sprawiał wrażenie zamyślonego. Tępo wpatrywał się w pojedyncze, wybrukowane, kręte uliczki. Zaciskał mocniej palce na kierownicy.
-Chyba tak- zawahałam się.
                Nie byłam pewna czy wszystko w porządku. Cała ta sytuacja nie należała do normalnych. Naprawdę, cały czas miałam mieszane uczucia. Niby dzięki niemu czułam się lepiej. Mogłam na chwilę zapomnieć o moim prawdziwym życiu, ale czy tego rzeczywiście potrzebowałam? Czy naprawdę marzyłam o oderwaniu się od rzeczywistości.
- [T.I]- odchrząknął znacząco i po raz pierwszy od kilkudziesięciu minut, spojrzał mi w oczy.- Mam na ciebie ochotę. Kurwa, pragnę Cię od momentu, w którym cię zobaczyłem- powiedział, nerwowo przeczesując włosy.
- Aha- wymsknęło się z moich ust.
                Jednak każdy facet jest taki sam, myśli tylko o jednym.
-Wtedy w przebieralni- zawahał się na sekundę.- Cholera wyglądałaś tak ponętnie, kobieco. Nie mogłem aż wytrzymać...
- Louis byliśmy w miejscu publicznym- przypomniałam mu.
- Wiem- przyznał mi racje i zjechał z głównej drogi.
- Gdyby ktoś nas wtedy przyłapał, moglibyśmy mieć problemy- westchnęłam zażenowana, a między nami zapadło niezręczne milczenie.
- Chciałbym Ci tylko przypomnieć skarbie, że jak do tej pory ani razu się nie pieprzyliśmy- uściślił i obdarzył mnie filuternym uśmieszkiem.
- Wydawało mi się, że jesteś inny. Najwidoczniej się myliłam- rzuciłam szybko, przymykając zmęczone powieki. Czemu moje życie jest pasmem samych niepowodzeń? Co ja takiego zrobiłam? Czym sobie na to zasłużyłam?
             W pewnym momencie poczułam jego ciepłą rękę na moim udzie. Złapał mnie mocniej, a chwilę później jego palce zaczęły sunąć wyżej.
-Przepraszam- wyszeptał zmysłowym głosem, który wręcz wywoływał u mnie ciarki na plecach.
- Nie przepraszaj- burknęłam, odpinając pasy i wyswabadzając się z jego uścisku.- Po prostu zrób to, w końcu chyba tylko po to tu jestem- sprostowałam.
              Wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam wprost do jego domu.
-[T.I] poczekaj- usłyszałam za sobą, a parę sekund później poczułam jak jego palce zaciskają się na moim nadgarstku.-Proszę Cię, zatrzymaj się- oznajmił ciepło i pozwolił mi wtulić się w jego umięśnioną klatkę piersiową.- Na pewno wszystko w porządku? Jesteś dzisiaj dziwnie spięta. Nie poznaję Cię, kochanie.
- Po prostu zrób to. Kochaj się ze mną. Zaznaj rozkoszy- oświadczyłam, powoli zdejmując ramiączko sukienki, którą dostałam od Tomlinsona.- Pieprz mnie- mówiłam jak w amoku, powoli wyłączając wszystkie uczucia.
               Stawałam się obojętna na ból, radość, zachwyt czy choćby seks. Starałam się zapomnieć. Pragnęłam wymazać niektóre przykre sceny z mojej przeszłości. To tylko wspomnienia- powtarzałam sobie. Tylko a może aż?
                Nagle poczułam, że się podnoszę, a moje stopy bezwładnie wiszą w powietrzu. Przerażona otworzyłam oczy, nie wiedząc czego powinnam się spodziewać. Wchodziliśmy właśnie po marmurowych schodach. Stopień za stopniem, powoli pnąc się coraz wyżej, dopóki nie zatrzymaliśmy się przed wielkimi, ręcznie zdobionymi drzwiami.
-Co Ty robisz?- zaśmiałam się, wpatrując się w jego płonące niebieskie tęczówki.
- Niosę moją królewnę do łóżka- odparł, szczerząc się od ucha do ucha.- W końcu muszę wykorzystać sytuację, że zgodziłaś mi się oddać- oświadczył, całując mnie w usta. Nie nadążałam za jego ciągłymi zmianami nastroju. Raz tryskał humorem, a już parę sekund później sprawiał wrażenie rozgniewanego.
- Czy Ty masz rozdwojenie jaźni?- zasugerowałam.
- Nie- wzruszył obojętnie ramionami.- A czemu pytasz?
- Po prostu staram się ciebie rozgryźć. Jesteś dla mnie chodzącą zagadką- stwierdziłam, przygryzając dolną wargę. Kiedy znaleźliśmy się w ogromnej, nowoczesnej sypialni, chłopak powoli odstawił mnie na ziemię i sam podszedł w kierunku orzechowej komody.
- Jestem zagadką- zaśmiał się pod nosem.- Tego jeszcze nie słyszałem- odparł, przeczesując palcami swoje gęste, brązowe włosy.
- Często korzystasz z usług prostytutek?- spytałam w pewnym momencie.
                Cholera! Co ja najlepszego zrobiłam?!
- Przepraszam- pisnęłam szybko.- Nie miałam zamiaru się o to pytać- dodałam, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- Panno [T.N], nie wypytuję się o pani życie seksualne, więc chciałbym, aby pani również tego nie robiła- oświadczył chłodno, wpatrując się w ścianę.
- Louis, czemu mówisz do mnie per 'pani'?- spaliłam buraka.- Przecież jestem młodsza od ciebie- zauważyłam, głośniej przełykając ślinę. Cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej nieprzyjemna.
- Więc [T.I] na co masz ochotę?- zwrócił się do mnie.
- Na to samo, co ty- odpowiedziałam potulnie, przysiadając na skraju łóżka.
- Doskonale- stwierdził, szeroko się do mnie uśmiechając.- Uwielbiam, gdy się zgadzamy- rzucił, wydymając z zadowolenia usta.
- Och- wymsknęło mi się, gdy uświadomiłam sobie, co chodzi mu po głowie.
- Hmm. Chciałbym żebyś się rozebrała. Powoli, seksownie, z gracją- mruknął, dotykając mojego policzka.- Chcę, żebyś mnie uwiodła, kotku- jego palce zaczęły sunąć wzdłuż mojej szyi, ramion, pieszcząc przy tym każdy centymetr mojej skóry. Miejsce, które wcześniej dotykał, przyjemnie mrowiło. Czułam jak po moim ciele rozchodzi się niezidentyfikowana fala gorąca. Och. Było mi tak nienaturalnie ciepło. Ledwo łapałam oddech.
- Rozbierz się- zamruczał mi do ucha, a ja posłusznie wypełniłam jego polecenie. Chwyciłam za suwak od sukienki i parę sekund później materiał, leżał już na podłodze. Stałam przed nim w samej bieliźnie i czarnych szpilkach.- Piękny widok- stwierdził z zadowoleniem.
- A Ty się nie rozbierzesz?
- Na razie nie- syknął, obejmując mnie mocniej w pasie.- Nie sądziłem, że jesteś taka... Bezpośrednia? Nie wyglądałaś na taką- powiedział z dezaprobatą.
- Nie nazwałabym siebie bezpośrednią- zaczerwieniłam się, spuszczając wzrok. Nie miałam teraz odwagi na niego spojrzeć. Ten chłopak powoli zaczynał mnie przerażać.
- Nie udawaj niewiniątka- zbeształ mnie, zaciskając swoje zwinne palce na moich pośladkach.- To chyba nie będzie Ci potrzebne-wychrypiał, bawiąc się gumką moich czerwonych majtek.
- Louis- szepnęłam.
- Nie przerywaj, maleńka- oznajmił, kładąc mi palec na ustach i całując moje powieki.- Połóżmy się- rozkazał, biorąc mnie ponownie w ramiona. Pod wpływem jego dotyku po moim ciele przebiegły dreszcze ekscytacji.
               Chłopak powoli ułożył mnie na olbrzymiej satynowej pościeli. Otworzyłam szerzej oczy, wpatrując się w niego z zachwytem. Cholera, jest przystojny i to bardzo- przeleciało przez moją głowę. Młody angielski bóg, leżący tuż przy moim boku. Wciąż trzymał mnie w pasie, nieśpiesznie wodząc moje roznegliżowane ciało spojrzeniem.
- O rany- wymruczał. Przez chwilę pieścił mój brzuch, po czym zaczął go całować, sunąc coraz wyżej, ku moim piersiom.- Jesteś cudowna, [T.I]. Piękna, dowcipna, aż nie mogę uwierzyć, że poznaliśmy się w ten sposób- zawahał się, wsuwając kciuk pod stanik. Mimowolnie jęknęłam, czując jego chłodne palce na moim biuście.
               Pragnęłam go.
               Przyciągnęłam jego twarz do swojej i otoczyłam go w pasie nogami. Tym razem to on jęknął, a jego ręka sięgnęła po moje majtki. Zwinnym ruchem pozbył się ich. Następnie przyszła kolej na stanik. Kiedy byłam już całkowicie rozebrana, Louis pokiwał z uznaniem głową. Zszedł z łóżka, pochylając się nade mną. I wtedy zaczęliśmy się całować. Długo i brutalnie. Nasze języki toczyły zawziętą wojną, co chwila się o siebie ocierając. W pewnym momencie moje dłonie powędrowały do jego białego T-shirtu. Pociągnęłam za materiał, pozbywając się jego koszulki.
               Brunet uśmiechnął się do mnie między kolejnymi pocałunkami i sam zaczął zdejmować spodnie, które w ekspresowym tempie, znalazły się na podłodze. Położył się na mnie. Nasze ciała były już tak blisko siebie, a mimo to wciąż tak daleko. Wyciągnął z szafki prezerwatywę i położył ją na poduszce. Poczułam jego kolano między moimi udami i odruchowo rozsunęłam nogi. Wiedziałam, że zaraz to się stanie. Miałam wrażenie, że dzielą nas od tego jedynie sekundy.
               Nagle poczułam się okropnie. Przeszył mnie pojedynczy dreszcz, a obraz zaczął się delikatnie rozmazywać. Oparłam się wygodniej o zagłówek łóżka, biorąc przy tym głębszy oddech. [T.I], opanuj się- rozkazałam sobie w myślach. Robiłam to już wiele razy, ale za każdym, bałam się. Zawsze przypominały mi się przykre wspomnienia z wcześniejszych lat życia. Czułam jak moje serce przyspieszyło, jak biło nierównym rytmem. Przełknęłam głośniej ślinę, gdy Louis szukał ręką prezerwatywy. W końcu ją znalazł, a ja usłyszałam charakterystyczny dźwięk rozdzieranego opakowania. On Ci się podoba, nie jest taki jak tamci- dodawałam sobie otuchy.
- Nienawidzę gumek- rzucił poirytowany i ponownie znalazł się na mnie.
              Jego usta zaczęły pieścić wewnętrzną stronę moich ud. Znałam to uczucie, aż za dobrze. Dlatego zaczęłam się jeszcze bardziej bać. Kurwa. Będzie tak samo jak zawsze. Na co ja liczyłam?
- Spokojnie- usłyszałam jak przez mgłę jego podniecony głos.
            W jednej chwili zrobiło się ciemno. Nic nie widziałam. Oddałam się kompletnej pustce dookoła mnie. Nic nie czułam. Nic mnie nie bolało. Zawsze się tak działo, gdy ktoś zaczynał się ze mną kochać. To było dla mnie taką odskocznią od rzeczywistości. Na kilka chwil myślami mogłam znaleźć się w innym świecie.
- Kurwa- zaklął głośno, a ja „wróciłam”.- Czy zawsze jesteś taka w czasie seksu? Zawsze się trzęsiesz i płaczesz?- dopytywał, a ja starałam się na niego nie patrzeć. Poczułam jak do oczu podchodzą mi łzy.
- Tak- szepnęłam cicho.- Chyba tak- starałam sobie przypomnieć moje wcześniejsze kontakty z mężczyznami.
- I nikomu to nie przeszkadzało? Mimo to kochali się z tobą?- pytał z niedowierzaniem.
- Tak- kiwnęłam powoli głową.- Zrobiłeś to już?- powiedziałam, łamiącym się głosem.
- Nie. Nawet nie zacząłem. Odleciałaś gdzieś- warknął, a po chwili poczułam jego ciepłą dłoń na moim policzku. Och. Więc jednak nie uprawialiśmy seksu?!-Wszystko w porządku- zapytał, scałowując pojedynczą łzę z mojej twarzy.
- Yhym- skłamałam. Od dawna nic, nie było w porządku.
- Chcesz o tym pogadać?- zaczął, obejmując mnie mocniej. 
- Myślałam, że masz, co innego w planach- zarumieniłam się jeszcze bardziej.- Chyba powinnam wracać już do siebie. Spieprzyłam ci wieczór- powiedziałam niewyraźnie. Chciałam wstać, ale brunet wciąż trzymał mnie wyjątkowo mocno. Przycisnął usta do moich włosów i złożył na nich czuły pocałunek.
- Zostajesz u mnie na noc- oświadczył tonem, nie znoszącym sprzeciwu.- A teraz uspokój się- mruknął, obdarzając mnie kolejnym całusem. Jednocześnie okrył nas szczelnie kołdrą.
- Lou, nie wygłupiaj się. Nie mogę tu zostać- pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Nigdzie się nie wybierasz- powiedział dobitnie, obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.- Pogadamy o tym jutro. A teraz śpij i nie sprzeczaj się ze mną- mimowolnie wywróciłam oczami i ułożyłam się wygodniej na łóżku.
- Dziękuję- szepnęłam, przelotnie muskając jego usta.- Dobranoc.












******************************************************************************************

Więc tak, miał być +18 ale z tego zrezygnowałam.