Muzyka

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

#2 Hazza ♥

- Przecież on cię zje! - krzyknęła Melanie, melodramatycznie zasłaniając usta dłonią.
- Pogryzie, a potem połknie. Wypluje tylko kostki, żeby się nie zatrzymały w jego delikatnym żołądeczku - dorzuciła Mia.
Zaśmiałam się z politowaniem.
- Nie dramatyzujcie. - Machnęłam lekceważąco ręką. - Co on mi może zrobić? Najwyżej mnie zrówna z ziemią, wymiesza z błotem, przydepcze jak nędznego robaka, a potem zwolni. Nieraz już dostawałam opierdol w życiu; mam wprawę. Poza tym co mi szkodzi? Po prostu przedstawię mu swój pomysł. Tej firmie potrzebni są kreatywni ludzie.
- Chyba kreatywni masochiści - burknęła Mel. - Proszę bardzo, zbawiaj świat. Powodzenia.
Wjechałam na górę, lecz nagle, gdy dotknęłam pięścią drzwi Jego gabinetu, cała odwaga mnie opuściła.
Wzięłam głęboki wdech dla uspokojenia. Raz kozie śmierć.
Zapukałam, po czym stanowcze "Proszę" upewniło mnie, że mogę wejść. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka w miarę pewnym krokiem.
- Dzień dobry - przywitałam się.
- Dzień dobry - odparł, po czym znowu mnie zmierzył. Czy jemu się to nigdy nie znudzi? Na szczęście tym razem byłam przygotowana. Bordowe rurki, błękitna koszula. Wygodnie i schludnie. - Świetnie wyglądasz - pochwalił mnie.
- Dziękuję - bąknęłam. Nie wiedzieć dlaczego rozdrażnił mnie ten komplement. Może dlatego, że usłyszałam go od mojego szefa, a może po prostu dlatego, że przy okazji był to jeden z przystojniejszych mężczyzn, jakich do tej pory spotkałam, i poczułam się nieco niezręcznie.
- Usiądź.
Posłusznie zajęłam miejsce w fotelu tuż przed jego biurkiem, wyprostowana jak struna.
- Podjęłaś już decyzję?
- Tak.
- I?
- Zgadzam się, ale... - zająknęłam się.
- Ale?
- Mam pewne... warunki...
- Warunki? - Zmarszczył brwi. No tak. Niecodziennie ktoś ośmiela się stawiać samemu Harremu Styles'owi jakiekolwiek warunki.
- Właściwie jeden - sprostowałam szybko. - Chodzi o to, że... chciałabym... ubierać się... normalnie...
- W jakim sensie?
- W tym sensie, że nie przepadam za kokami i szarymi spódnicami - wypaliłam na jednym wydechu. - I nie tylko ja.
Ulżyło mi.
- Kto jeszcze? - spytał spod ściągniętych brwi.
- Kilka... osób... - odparłam, po czym przygryzłam wargę. Przez chwilę odniosłam wrażenie, że wzrok Styles'a wędruje w tym kierunku, a on sam zwilża koniuszkiem języka swoją. Wtedy narodziło się między nami niezdrowe, seksualne napięcie; atmosfera zgęstniała. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
- Zgoda - odezwał się po chwili. - Ale ja też mam warunek.
- Jaki?
Wstyd powtarzać, jak dziwne pomysły przychodziły mi wtedy do głowy.
- Mów mi Harry.
* * *
Współpraca z panem Styles'em układała się pomyślnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Sympatię wszystkich pracowników zdobyłam sobie zniesieniem ‘mundurków’, dlatego wszyscy odnosili się do mnie przyjaźnie. Otrzymałam swoje własne biuro, z czego początkowo nie byłam zadowolona, ale po tygodniu przyzwyczaiłam się. Codziennie na koniec pracy odwiedzałam biuro pana St... Harrego i oddawałam mu wyniki swojej pracy. Nasze stosunki były... dobre, choć starałam się zachowywać zdrowy dystans relacji pracownica–szef. Chyba wciąż nie mogłam mu wybaczyć stworzenia tego chorego, erotycznego napięcia między nami. Taki drobny gest – oblizanie wargi. Mogło mu się zachcieć pić. Mógł poczuć suchość w ustach przez klimatyzację. Ha, równie dobrze mógł się wtedy na mnie bezczelnie nie gapić. I właśnie przez taką głupotę traktowałam go z chłodną rezerwą, nie spoufalałam się. Zboczenie zawodowe. W mojej pracy zwraca się uwagę na każdy szczegół: przecinek, kropkę, znak zapytania czy wykrzyknik.
Tamtego dnia zapukałam, ale nikt mi nie odpowiedział, dlatego, kierowana pozwoleniem szefa, śmiało wkroczyłam do jego biura. Położyłam DOKUMENTY na jego biurko, gdy nagle moją uwagę zwróciły stojące na nim fotografie oprawione w metalowe, starannie wypolerowane ramki. Jedna z nich przedstawiała dwoje ludzi: kobietę i mężczyznę w średnim wieku. Zapewne jego rodzice, pomyślałam. Drugie zdjęcie natomiast przedstawiało uroczą blondynkę śmiejącą się. Widać, że fotografia została zrobiona z zaskoczenia. Poczułam ukłucie. Chwyciłam ramkę, wpatrując się w zdjęcie tępo. Byłam zazdrosna. Uciążliwa stała się dla mnie myśl, że Harry mógłby mieć jakąś inną dziewczynę poza mną.
Że co?
Pospiesznie odłożyłam ramkę na biurko, zła na siebie i swoje niestosowne myśli.
Nagle usłyszałam znaczące chrząkanie i prawie podskoczyłam. Poczułam gwałtowny i niepohamowany napływ krwi do twarzy, przez co stałam się cała czerwona. Harry natomiast stał, opierając się nonszalancko o futrynę drzwi i wpatrując się we mnie wzrokiem niezdradzającym żadnych emocji.
- P-przepraszam, już idę - wydukałam, spuszczając wzrok, po czym skierowałam się w stronę wyjścia, podczas gdy Harry nie ruszył się z miejsca. Próbowałam go wyminąć, ale on przytrzymał mnie, zdecydowanym ruchem kładąc dłoń na futrynie, przez co zablokował mi przejście. Zatrzymałam się, nie obracając głowy w jego stronę.
- To była moja siostra - oznajmił nagle, aż poczułam, że oblewam się zimnym potem.
Nerwy brały górę. Czułam się prawie dosłownie, jakbym traciła równowagę.
- Dlaczego mi to mówisz? - zapytałam, ledwo słysząc samą siebie.
- Po prostu z pewnych przyczyn chciałbym, żebyś wiedziała - wyjaśnił.
Tyle książek się w życiu naczytałam i natłumaczyłam, a dopiero wtedy zrozumiałam, co autorki miały na myśli, pisząc, że bohaterka "zapomniała, jak się oddycha". Patrzyłam w jego zielone tęczówki i z każdą chwilą robiło mi się coraz bardziej gorąco.
- W-w... porządku - odparłam. Stałam ja idiotka, czując, że od dawna tłumione pragnienie jego bliskości coraz bardziej przejmuje nade mną kontrolę.
[t.i.], myśl trzeźwo.
- Mogę iść? - zapytałam.
- Oczywiście - odparł. Spojrzałam wymownie na jego rękę, która w dalszym ciągu blokowała mi przejście. Cofnął ją powoli, a wtedy z ulgą odeszłam.
- [t.i.], poczekaj.
Zatrzymałam się w pół kroku, po czym niepewnie obróciłam się na pięcie, stając twarzą do niego. Nim zdążyłam się zorientować, że nasze ciała znajdują się zdecydowanie za blisko, on jeszcze bardziej zmniejszył odległość między nami, kładąc mi rękę na lędźwiach i przyciągając do siebie. Zakręciło mi się w głowie. Całe moje logiczne myślenie zostało wchłonięte przez zapach jego perfum. Przymknęłam powieki, opierając się wyłącznie na zmyśle dotyku. Czułam jego palce na brodzie, a po chwili również wargi na swoich. Moje ciało przeszył dreszcz płynący wzdłuż kręgosłupa. Nie wiem kiedy, nie wiem jak moje dłonie splotły się na jego karku, gdy z pasją oddawałam pocałunek.
Może wtedy dopadła mnie ta chora, pracownicza uległość, jaką na każdym kroku starałam się mu okazywać. Może nie potrafiłabym mu odmówić jako swojemu szefowi. Może drżałam przed nim jak jego sekretarka. A może po prostu zrozumiałam, że mam do niego słabość i podświadomie tylko czekałam na moment, w którym będę mogła bez reszty oddać się pragnieniu, które mną zawładnęło.
Nasze wargi współpracowały, a języki od czasu do czasu zderzały się ze sobą.
Nagle po prostu zastygliśmy w tym pocałunku, nie wykonując żadnych ruchów, co pozwoliło mojemu rozumowi dojść do głosu:
Nie, stop. Co tu się dzieje. Tak nie można.
Oderwałam się od niego szybko i bąknęłam:
- Przepraszam...
Chwycił dłonią moje ramię, przez co uniemożliwił mi odejście.
- Za co przepraszasz? - zapytał. - To ja zacząłem.
- Przepraszam... - powtórzyłam.
- Przestań przepraszać - zganił mnie, po czym w nagłym przypływie odwagi wyrzuciłam z siebie:
- Ktoś chyba powinien, bo to, do czego doszło, nie miało prawa się wydarzyć.
Wtedy mnie puścił, a ja prawie pobiegłam do swojego biura. Rozwaliłam się w fotelu, bezradnie pocierając twarz palcami od skrzydełek nosa po kąciki oczu, gdy nagle nagle na pulpicie monitora wyskoczyło powiadomienie o nowym mailu. Kliknęłam w okienko.
"Nie zamierzam Cię za to przepraszać, bo nie jesteśmy, do cholery, jakimiś szczeniakami. Oboje wiedzieliśmy, co robimy. Przeproś samą siebie, skoro tego nie chciałaś, H"
Wciągnęłam powietrze do płuc, a następnie wypuściłam.
Musiał być bardzo zdenerwowany, skoro postawił na końcu przecinek zamiast kropki.
Chryste, [t.i.], przestań.





*********************************************************************************
I jak wam się podobało słodziaki ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz