- Miałam dużo pracy, przepraszam - odparłam.
- Tym razem ci wspaniałomyślnie wybaczam, ale żeby mi się to nie powtórzyło!
Zaśmiałam się.
- Jasne.
Usiadłyśmy przy naszym ulubionym stoliku w naszej ulubionej kawiarni i zamówiłyśmy naszą ulubioną kawę.
- Mia będzie? - spytała dziewczyna.
- Nie - odparłam - przed chwilą dostałam od niej sms-a.
- Szkoda.
- No szkoda, szkoda. Biedaczka ponoć ma dużo pracy.
- Wszyscy mamy jej aż nawał. Nie wiesz nawet, jak bardzo ta firma za tobą tęskni. Styles załatwił kogoś na twoje miejsce, ale to chyba jakiś leń, bo tydzień zajmuje mu przerobienie tekstu, którego ty zedytowałabyś w jeden dzień. Wszyscy mamy zapierdziel, a atmosfera też nie jest najlepsza.
- Nie, ale... to nie to samo co z tobą. Szef się bez przerwy snuje, wszystkim patrzy na ręce, a jak tylko ktoś rzuci coś w stylu: "Szkoda, że [t.i.] nie ma" albo: "[t.i.] wiedziałaby, co z tym zrobić", to zaraz wychodzi. Chodzą plotki, że dałaś mu kosza, a potem sam cię zmusił, żebyś się zwolniła, ale to w końcu tylko plotki i Lis je skutecznie gasi u źródła.
- Złota dziewczyna - stwierdziłam.
- Ona... wiesz... - wyjąkała dziewczyna.
- Hm?
- Rozmawiała ze mną i chciała, żebym ci powiedziała, że to Styles stawił się za tobą u twojego pracodawcy.
- I co z tego? - prychnęłam. - Myślisz, że się tego nie domyśliłam? Rozmawiałam już o tym z obecnym szefem. Ponoć Styles wypowiadał się o mnie w samych superlatywach, ale szczerze? Nie rusza mnie to.
- [t.i.], błagam cię - jęknęła nagle dziewczyna patetycznie. - Zrobiłaś najgłupszą rzecz, wiążąc się z Natem, podczas gdy taki facet wzdycha do ciebie tuż obok.
- Jaki facet?
- Styles. On nie może przestać o tobie my...
- Bez wzajemności.
- Jesteś okropna.
- Ja? - podniosłam głos, aż kilka osób na nas spojrzało.
- Tak, ty. Zimna, oschła i nieczuła.
- Bo ty byś się od razu mu rzuciła w ramiona - fuknęłam.
- A żebyś wiedziała. Chciałabym, żeby kiedykolwiek jakikolwiek facet spojrzał na mnie tak, jak on patrzył na ciebie. Wszyscy to widzieliśmy i już łączyliśmy was w parę. Jak ja ci zazdrościłam!
- Tak trudno ci zrozumieć, Mel, że mam chłopaka, którego kocham? Styles to przeszłość. Pocałowaliśmy się, a on od razu wyobraził sobie nie wiadomo co. Chwila słabości, ot co. To wszystko od początku skazane było na niepowodzenie. Że niby ja ze swoim szefem? Proszę cię! Już widzę te krzywe spojrzenia ludzi.
Kończąc monolog, wzięłam dwa głębokie wdechy, chcąc uspokoić serce, które intensywnie obijało się o moje żebra.
- Ha. I tu cię mam. - Dziewczyna wskazała na mnie palcem, jakby właśnie dokonała epokowego odkrycia. - Przed chwilą przyznałaś się, że nie chciałaś z nim być nie dlatego, że ci nie zależało, ale dlatego, że bałaś się, co ludzie powiedzą. Okay, zwolniłaś się; teraz już twoim szefem nie jest.
- Teraz mam Nate'a i go kocham - oznajmiłam wyraźnie.
- Jak chcesz - ucięła krótko temat.
- Nie gniewaj się, Mel, błagam - jęknęłam błagalnie. - Nie wszystko w życiu zawsze idzie tak, jakbyśmy chcieli, a z Harrym nie mogło mi wyjść i wiedziałam o tym od samego początku. Z Natem jestem szczęśliwa.
- Wiem, wiem.
Machnęła ręką, w zamyśleniu spoglądając przez okno, a ja westchnęłam.
Miałam już szczerze dość rozpamiętywania i rozgrzebywania starych wspomnień. Styles jest moim byłym (jak sama nazwa wskazuje) szefem; przeszłością, którą sama zakończyłam.
* * *
- Zostań… - poprosiłam Nate'a, ciągnąc go za rękę z powrotem w stronę kanapy.
- Wiesz, skarbie, że nie mogę - odparł, zapinając koszulę. - Jutro o 9:00 wyjeżdżam. Francja nie będzie czekać.
Podciągnęłam nogi jeszcze bardziej pod siebie, lewą stroną ciała opierając się o kanapę i obserwując go. Miałam na sobie jedynie za dużą, wyciągniętą z szafy koszulkę i krwistą malinkę na skórze szyi - efekt pożądania mojego chłopaka.
- Ta noc mogła być nasza - odparłam smutno.
- Będą inne. - Uśmiechnął się. - Dłuższe, lepsze...
- Trzymam za słowo.
Kanapa się ugięła, a blondyn usiadł obok mnie.
- Wiem, że cię ostatnio trochę (okej, bardzo) zaniedbuję, ale sama rozumiesz... Odbijemy sobie za miesiąc. Wyjedziemy gdzieś...
- Jasne. - Pokiwałam głową. - Rozumiem.
- Na pewno?
Skinęłam podbródkiem.
- No chodź.
Uśmiechnął się, rozmiękczając tym samym moje serce, i otworzył ramiona szeroko. Bez namysłu przytuliłam się do niego.
Cała prawda o naszym związku. Poza pracą rzadko się widywaliśmy; głównie w weekendy, o ile nie spędzał ich w biurze albo nie wyjeżdżał w sobotę w delegację (jak teraz). To wtedy czułam się najbardziej samotna. Potrzebowałam ciepła, uwagi. Od Nate'a dostawałam je, ale... w ograniczonych dawkach. Kochałam go i kiedy byliśmy razem, wszystko układało się idealnie; problem w tym, że rzadko się to zdarzało.
Tę noc spędziłam sama. Podobnie całą sobotę i niedzielę. Z nudów oglądałam telewizję albo douczałam się z włoskiego. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Moja wrodzona skłonność do domatorstwa raczej nie aprobowała sobotnich imprez czy wyjść do kawiarni; wolałam siedzieć sama w mieszkaniu. Problem w tym, że w samotności wymyśla się różne głupoty, a ja w tym czasie (przez gadaninę Mel) zaczęłam szczerze myśleć o swoim byłym szefie. Tsa... Miło, serio, że mu odbiło na moim punkcie, ale to już było, minęło. Nie wróci. Nawet jeśli poczułam się wtedy wyjątkowo. Nasza szansa przepadła. Koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz