Muzyka

wtorek, 14 kwietnia 2015

#5 Hazza ♥

Stanęłam przy wejściu do windy, wciskając przycisk ściągający ją na dół i nerwowo spoglądając na zegarek. 7:33. Spóźniłam się. Norma. 3 minuty, ale zawsze.
Nagle usłyszałam obok czyjeś kroki. Spojrzałam w bok, po czym wciągnęłam powietrze do płuc. Harry?
Poczułam nieprzyjemnie ogarniające mnie uczucie paniki. Nie spodziewałam się, że tak będzie wyglądało nasze spotkanie po tylu miesiącach, nie mówiąc już o tym, że nie liczyłam na to, że w ogóle do niego dojdzie.
- Cześć - przywitał się.
- Cześć - rzuciłam, tupiąc nogą ze zniecierpliwienia, po czym po raz kolejny, z impetem wcisnęłam przycisk ściągający windę, przeklinając chmary ludzi wysiadające zapewne na 20-stce.
- Spóźniona? - zapytał.
- Jak zawsze.
- Kiedy pracowałaś u mnie, było inaczej.
- Może dlatego, że u was zaczyna się dopiero wpół do dziewiątej - odparłam, po czym zapadła cisza.
Po kolejnych kilkudziesięciu sekundach, które zdawały się trwać wieki, winda wreszcie zjechała na dół, a ja wcisnęłam guzik: "18". Styles natomiast "23". Jedzie do szefostwa? Po co? A tak w ogóle, co on tu robi?
Wzięłam trzy głębokie wdechy, przymykając oczy i stojąc jak kołek tuż przy szatynie.
- Zawsze tak robisz - uśmiechnął się.
- Jak?
- Bierzesz wdechy, kiedy chcesz się uspokoić. Zamykasz oczy, żeby chociaż na te 3 sekundy odetchnąć.
Rozgryzł mnie. Zamilkłam.
- A w ogóle, to jak tam? - spytał po chwili.
- W porządku, dzięki. A u ciebie?
- Jest okay.
- Tylko tyle?
- Wyjeżdżam - rzucił, lecz wtedy winda się otworzyła, a ja na chwilę zamarłam, by po chwili wyjść z niej.
- To tego... - Odwróciłam się. - Trzymaj się.
- Ty też - odparł, a wtedy drzwi się zasunęły, a ja w posępnym i dość dziwnym nastroju udałam się do swojego malutkiego biura.
Praca mi nie szła. Nigdy nie szła mi tak, jak nie szła mi tamtego dnia. Wpatrywałam się tępo w zwyczajne: "Bonjour", nie rozumiejąc z tego słowa kompletnie nic. Nigdy nie czułam się bardziej ogłupiała i rozkojarzona.
Wyjeżdża? Jakim prawem? Dokąd? Na stałe? Urlop? Dlaczego? Co on robi w moim biurze? Czego chce?
W godzinę udało mi się przetłumaczyć 1,5 strony. Brawo. Zajebisty wynik, nie ma co. Szybszy od tajfunu. Niszczy wszystko.
Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę - odparłam, pocierając oczy palcami.
Do środka wszedł Styles. Niech to. O co w tym wszystkim, do cholery, chodzi?
- Wyjdziesz ze mną na lunch?
- To pytanie, stwierdzenie, prośba czy nakaz? - zapytałam.
- Pytanie i prośba.
- Dzisiaj i tak za dużo nie zdziałam… - odparłam, z rezygnacją spoglądając na kartki leżące na biurku. Wstałam, chwytając torebkę.
*
Siedzieliśmy w jakiejś (drogiej, jak mniemam) restauracji, a ja próbowałam wmusić w siebie sałatkę z kurczakiem.
- [t.i.]... - zaczął, a wtedy poczułam ciarki. Zacisnęłam szczękę, odpędzając myśl, że brakowało mi własnego imienia w jego ustach, i spojrzałam na niego.
- Hm?
- Wiesz... Ja... Przeprowadzam się i... Zamykam stare sprawy...
- Rozumiem, że ja jestem taką sprawą?
- Zależy, jak na to spojrzeć. Jest coś, co mnie bardzo męczy, i właściwie sam nie wiem dlaczego... Okej, wiem, ale...
- Możesz prosto z mostu.
- Wiem, że nie powinienem o to pytać, ale chcę tylko wiedzieć, czy kiedykolwiek - chociaż przez chwilę - byłem dla ciebie kimś poza szefem. Czy ten pocałunek... Miał dla ciebie jakieś znaczenie, czy była to tylko chwila słabości.
Przycisnęłam palce do oczu, chcąc zakryć, zbierające się w nich łzy.
Szczerość. Tylko szczerość. Skoro wyjeżdża, to i tak... Zaraz. Wyjeżdża?
Spięłam wszystkie mięśnie twarzy i chyba udało mi się skutecznie zahamować płacz. Spojrzałam na niego błyszczącymi oczyma.
- Podobałeś się mi i nie tylko mi - odparłam drżącym z emocji głosem. - Dziewczyny różne rzeczy o tobie opowiadały: że jesteś tyranem i tak dalej, ale dla mnie zawsze byłeś w porządku i chyba odkąd zaczęłam pracować w biurze, wszyscy cię polubili. Czułam do ciebie słabość, a kiedy mnie pocałowałeś, to... nie mogłam inaczej zareagować. Potem się... po prostu wystraszyłam, gdy otwarcie przyznałeś, że ci zależy. Zazwyczaj odstraszałam od siebie facetów i nie wiedziałam, co z tym zrobić, dlatego po prostu uciekłam, kiedy zorientowałam się, że mnie też obchodzisz bardziej, niż powinieneś. Stchórzyłam. Mieliśmy szansę, a ja ją spieprzyłam. Przepadła. A najgorsze jest to... że mam teraz chłopaka, a ta słabość do ciebie chyba wcale mi nie przeszła i nie wiem, co bym zrobiła, gdybyś znowu próbował... Proszę, nie wykorzystuj tego.
Opadłam na krzesło, wypuszczając powietrze z płuc. Nigdy nie byłam tak szczera, jak w tamtej chwili.
- Dziękuję, że mi to powiedziałaś.
Na chwilę zapadła cisza i każdy z nas trawił powoli to wszystko.
- Dokąd wyjeżdżasz? - zapytałam.
- Na razie do Austrii na narty, ale to tylko dwa tygodnie. Potem... gdzie mnie samolot poniesie. Na pewno gdzieś daleko. Myślałem o Madrycie albo Rzymie. Tutaj, w Londynie za dużo się wydarzyło. Chcę zacząć wszystko od nowa, z czystą kartą.
Pokiwałam głową.
- Znowu będziesz pracować z Mel i Mią - oznajmił.
- Jak to?
- Sprzedałem wydawnictwo twojemu szefowi.
Połknęłam łzy i nie odpowiedziałam.
Odprowadził mnie pod same drzwi wydawnictwa, a ja bez namysłu przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno, ale ja czułam, jak mi się wymyka. Ciche tykanie zegara wewnątrz mnie upewniało mnie, że to już nasze ostatnie chwile. Niepewnie zadarłam głowę na jego torsie, patrząc mu w oczy.
- Jesteś taka malutka... - wyszeptał, przesuwając kciukiem po moim policzku.
- Już więcej się nie zobaczymy? - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Przepraszam. - Poruszył bezgłośnie wargami, przyciągając mnie do siebie i schylając się, by po raz ostatni złączyć nasze wargi w pocałunku.
- Kocham cię, mała - usłyszałam jego cichy szept przy uchu, a gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam jedynie jego sylwetkę ginącą powoli w tłumie osób idących po chodniku.
Chciałam krzyczeć, że ja jego też, żeby nie wyjeżdżał, ale tego nie zrobiłam. Myślicie, że znowu stchórzyłam? Przeciwnie. Wreszcie zdobyłam się na odwagę. Wiedziałam, że i tak za dużo namieszałam w jego życiu i że to już koniec. Dałam mu szansę na zapomnienie i bycie szczęśliwym. Po raz pierwszy nie stchórzyłam.











*********************************************************************************

Pisałam i ryczałam ;( To już prawie koniec tego imagina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz